
„Exitus Leatalis” opowiada o młodej psycholog Evie Monroe
cierpiącej na narkolepsje, która zostaje oddelegowana przez tajną organizację
do Norwegii. Trafia do rezydencji noszącej tajemniczą nazwę „Nilfheim” ( co
oznacza królestwo lodu i zimna), gdzie ma spotkać się z 6 mężczyznami
naznaczonymi piętnem II wojny światowej. Jakże wielkie jest jej zdziwienie, gdy
zamiast kilku starszych panów jej oczom ukazuje się grupa niemalże jej
rówieśników. Misja, której się podjęła okazuje się zaskakująca i nieszablonowa.
Dzięki swoim zdolnościom widzenia
przyszłych wydarzeń ma odkryć zagadkę ich nieśmiertelności.
Komiks ma tak wiele wad i niedociągnięć, że nie wiem od
czego zacząć swoją litanię. Przyjrzyjmy się na początku głównej bohaterce. Eva
jest genialnym dzieckiem. W wieku
osiemnastu lat skończyła psychologię, ma prawdopodobnie fotograficzną pamięć,
gdyż nauczyła się języka Norweskiego w pięć dni. Dodatkowo jest wyjątkowo
piękna czym zdobywa serca kilku mieszkańców rezydencji, miła, zawsze
uśmiechnięta, pomocna, nieustępliwa, bla, bla , bla. Narkolepsja czyni ją
bezbronną przez co w swoich podopiecznych wzbudza ich głęboko ukryte rycerskie
odruchy. Wszystko byłoby w porządku,
gdyby komiks nosił choć znamiona realizmu. Młodziutka Eva jest bowiem bardzo
papierowa. O większości jej cech jedynie się mówi; sama autorka w żaden sposób
nie poczuła się zobligowana przedstawić dowody potwierdzające te opinie.
Genialna pani psycholog… błagam.
Dziewczyna nie wyróżnia się niczym szczególnym
na tle swoich rówieśników, a jej wiedza w dziedzinie psychologii wydaje się dość
marna. Zważywszy na to, że w jej otoczeniu znajduje się cała masa osób
posiadająca różnorakie schorzenia,( których pełną listę znaleźć możemy w
przypisach, ale o tym za chwile) mogłaby śmiało wykazywać się większym obyciem.
Autorka stara się po za tym kreować swoja protagonistkę na osobę dojrzałą. Czasownik
„starać się” ma tu szczególne znaczenie, gdyż Eva zachowuje się jak każda
nastolatka na siłę udająca dorosłą.
Prezentowanie zachowań nieadekwatnych do prawdziwego wieku bohaterów
jest zresztą chyba domeną Katt Lett. W historii opowiadającej o grupie
nieśmiertelnych chłopaków nie powinnam doszukiwać się zbyt dużej dozy realizmu,
ale choć kilka rzeczy powinny zostać zachowane i dopasowane do otaczającej nas
rzeczywistości. Mieszkańcy Nilfeim, choć mieli ponad dziewięćdziesiąt lat,
przeżyli (podobno) piekło II wojny światowej, w „Exitus Letalis” zachowują się
jak grupa nastolatków zmagającymi się z burzą hormonów. O ich licznych
dysfunkcjach, którymi książka jest naszpikowana postaram się nawet nie
roztrząsać. W historii Katt Lett pojawia się tak wiele zaburzeń psychicznych
wśród głównych bohaterów, że aż przestałam wierzyć, czy sama autorka miała w
tym jakiś wyższy cel, niż zirytowanie czytelnika wyjaśnieniami znajdującymi się
na tyłach komiksu.
Sytuację nie poprawiają nawet dialogi, które swoją
błyskotliwością lub przyjemną w odbiorze formą potrafiły uratować nawet
najdziwniejsze pozycje. Komiks zawodzi także w tej materii. Stanowczo zbyt
często miałam wrażenie, iż bohaterowie spędzili o kilka godzin za wiele w
internetowej rzeczywistości, gdyż ilość sloganów w wypowiadanych przez nich zdaniach
jest zatrważająca. Przeszkadzały mi także przewijające się stanowczo zbyt
często wulgaryzmy. Z całą pewnością dialogi nie były najwyższych lotów.
Jest jednak kilka rzeczy wpływających pozytywnie na odbiór
tej pozycji. Autorka posługuje się naprawdę ładną kreską, która uprzyjemniała
lekturę, komiksu, który zamiast intrygować i bawić (?), irytował i wprawiał w
osłupienie nad głupotą bohaterów.
„Exitus Leatalis” to pierwszy tom serii opowiadającej o
młodej psycholog mającej rozwiązać zagadkę mieszkańców norweskiej rezydencji. Historia,
do której zostaliśmy wprowadzeni może i wydaje się ciekawa, a rozwiązanie
zagadki skłania do sięgnięcia po kolejne części ( gdy się pojawią), sposób
przedstawienia bohaterów, oraz sytuacji w ich udziale skutecznie jednak mnie do
tego zniechęcił.
Moja ocena: 3
Cóż, nie przeczę, że "Exitus Letalis" ma swoje wady. Ode mnie dostało lepszą ocenę, choć w znacznej mierze dlatego, że już od dłuższego czasu znam i lubię twórczość KattLett. Właśnie z tego powodu wiedziałam, czego się spodziewać, a czego nie (tak, jak chociażby wspomnianego przez Ciebie realizmu). Sloganów i wulgaryzmów rzeczywiście było sporo - tu przyznam Ci całkowitą rację. Mimo wszystkich tych niedociągnięć, chętnie kupię kolejny tom. ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że są osoby, które myślą tak samo o tym komiksie. Wydaje mi się ze gdyby nie rysunki autorki, nikt by nie czytał takiego mało wymagającego ( czytaj: niskich lotów ) komiksu.
OdpowiedzUsuń