sobota, 20 września 2014

"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

"Kwiaty na poddaszu” będące pierwszą częścią sagi o losach rodziny Dollangangerów są powieścią tworzącą swoistego typu uczucie klaustrofobii oraz głęboko zakorzenionego niepokoju. Jej dość kontrowersyjna wymowa sprawiła, że doczekała się dużego grona czytelników, którzy z wypiekami śledzili losy najmłodszych latorośli tegóż klanu. W ostatnim czasie postanowiłam na własnej skórze sprawdzić siłę przyciągania tej książki i zatopić się w mroczne i grzeszne tajemnice pewnej niemożliwie bogatej rodziny.

Czwórka rodzeństwa wiodła szczęśliwe i dostatnie życie przy boku kochających rodziców. Ich poukładany świat lęgnął jednak w gruzach wraz ze śmiercią ojca. Rodzina Dollangangerów z powodu licznych zadłużeń zmuszona jest opuścić dom wraz z całym majątkiem i przeprowadzić się do rodziny matki, która wydziedziczyła ją wiele lat temu. Tak właśnie zaczyna się wieloletni koszmar Chrisa, Cathy, oraz bliźniąt Carrie i Corego, którzy zostają zamknięte na tytułowym poddaszu z nakazem nieopuszczania go, aż do śmierci dziadka, do którego łask chce na powrót wrócić wyrodna córka w celu ponownego wpisania do testamentu. O dzieciach wie jedynie ich diaboliczna babcia, traktująca ich jako czercie podmioty nie mających prawa do egzystencji. Zapomniane przez świat, coraz rzadziej odwiedzane przez matkę, próbującą drogimi prezentami utrzymać ich miłość, marzące o słońcu i wolności będą zmuszone przystosować się do nowych warunków i pielęgnować ostatnią iskrę nadziei.

"Kwiaty na poddaszu” posiadają wszystkie cechy potrzebne do przyciągnięcia uwagi czytelnika. Mamy potężną i niewyobrażalnie bogatą rodzinę ukrywającą trupy w szafie, mamy kazirodcze związki i dzieci płacące za grzechy rodziców. A to wszystko rozgrywające się w ciasnych odizolowanych pomieszczeniach, którym przyszło żyć głównym bohaterom.

Cathy – narratorkę wydarzeń – poznajemy jako 12-letnią dziewczynkę, która opowiadając swoją historię próbuje w pewien sposób rozliczyć się z przeszłością. Zamknięcie na poddaszu mające wedle zapowiedzi matki trwać kilka dni, następnie kilka miesięcy, a ostatecznie kilka lat staje się dla niej prawdziwą szkołą życia. Będąc od zawsze bliżej z ojcem z łatwością, w przeciwieństwie do brata, potrafi dostrzec obłudę matki. Z biegiem czasu przed dziećmi ujawnia się o wiele więcej prawd. Wychodzi na jaw, iż ich rodzice byli ze sobą spokrewnieni (ich matka wyszła za swojego wujka), za co bogobojni, a wręcz ogarnięci dewotyzmem, dziadkowie wykreślili ich z rodziny, nowo poznana babcia - dyktator, traktuje ich jak wybryki natury, a matka nade wszystko ceni sobie pieniądze i gotowa jest poświęcić własne dzieci, aby osiągnąć cel.

Rodzeństwo pozbawione wsparcia i pomocy ze strony dorosłych na ponurym poddaszu tworzy swój własny świat. Cathy i Chris stają się zastępczymi rodzicami dla bliźniaków dając im potrzebne ciepło i miłość. Tworzą namiastkę wolności ozdabiając poddasze wedle zmieniających się pór roku, z nadzieją patrzą w przyszłość nie zaniechając starań o spełnienie marzeń. Jednocześnie potrzeba bliskości drugiego człowieka sprawia, że zaczynają niebezpiecznie się do siebie zbliżać.

Sposób prowadzenia powieści chwilami przypominał mi film „Błękitna laguna”. Tak samo jak tam mamy przedstawiony proces dorastania dzieci zostawionych samych sobie, które w najważniejszym etapie swojego życia, w którym więcej jest pytań niż odpowiedzi, nie mają styczności z innymi ludźmi. Porównanie to nie można zaliczyć jednak do zalet, gdyż film jak dla mnie był wyjątkowo kiczowaty i irytujący. Książka niestety posiada niektóre jego cechy. Chwilami staje się zbyt patetyczna i melancholijna. W dużej mierze jest to wina przedstawienia historii z perspektywy czasu. Obserwowanie całości oczami 12-letniej dziewczynki, której sposób myślenia zmienia się wraz z rozwojem sytuacji byłby dużo bardziej naturalny niż to co otrzymaliśmy.

Siłą napędową książki jest jej kontrowersyjność. Amoralność, zło zakorzenione gdzieś głęboko w ludzkiej psychice, wszelkiego typu patologie w czasie premiery mogły wywołać szok obecnie jednak rzadko które historie potrafią wzbudzić takie emocje. W końcu w „Kwiatach na poddaszu” nie było niczego o czym wcześniej już nie czytaliśmy. A przynajmniej tego, czego nie widziały osoby, które choć raz miały styczność z sagą Martina, w której trup ściele się gęsto, każdy sypia z każdym,  a pieniądz rządzi światem. I choć nie świadczy to może najlepiej o otaczającej nas rzeczywistości prawdą jest jednak, że wiele przerażających rzeczy obecnie kwitujemy jedynie wzruszeniem ramion.

Książkę Andrews czyta się dość szybko dzięki sprawnie prowadzonej fabule. Czytelnik z ciekawością obserwuje losy rodzeństwa, które znalazło się w tej niecodziennej sytuacji. Trzeba przyznać, że pomimo ponurej treści, powieść sama w sobie nie jest mroczna czy przytłaczająca przez co nie wzbudza niepokoju powodującego ścisk w żołądku. Podejrzewam, że wcześniej czy później sięgnę po kolejne części i zatopię się w dalsze losy młodych Dollangangerów.

Moja ocena: 4+

2 komentarze:

  1. Mam w planach, ostatnio moja ciocia również czytała i mnie zachęcała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kwiaty na poddaszu" czytałam już jakiś czas temu. Ode mnie dostała lepszą ocenę, choć może właśnie dlatego, że była to jedna z moich pierwszych książek o poważniejszej tematyce. W tej chwili przede mną już tylko ostatnia część serii i jestem jej bardzo ciekawa. ;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za komentarze :D