piątek, 22 marca 2013

"Misja Ambasadora" Trudi Canavan

Proza pani Canavan zdobyła moje serce wraz z przeczytaniem "Trylogii Czarnego maga", dlatego też ogromnym szczęściem napawał mnie fakt, iż autorka postanowiła napisać kolejną trylogię opowiadającej o losach mieszkańców Kyralii i Krain Sprzymierzonych. Dlatego też gdy tylko "Misja Ambasadora" wpadła w moje objęcia , z uśmiechem na ustach na powrót zanurzyłam się w ten magiczny świat....

Akcja książki obejmuje wydarzenia rozgrywające się 20 lat po najeździe Ichanich opisanym w "Wielki Mistrzu". Głównym bohaterem powieści tym razem staje się Lorkin  - syn Sonei i Wielkiego Mistrza Akkarina. Jest on młodym człowiekiem szukającym sensu życia i swojego miejsca na ziemi. Gdy niespodziewanie dowiaduje się o poszukiwaniach wyższej magii przez Mistrza Dannyla mających odbywać się na terenach Sachaki, postanawia dołączyć do niego. Oczywiście na drodze do zamierzonego celu staje mu matka objęta panicznym strachem o życie syna, który poprzez zatargi swoich rodziców z rdzennym mieszkańcami owego kraju szczególnie narażony jest na ataki. Jej przeczucia nie były bezpodstawne, gdyż nie długo po opuszczeniu Gildii Lorkin zostaje zmuszony do ucieczki w celu uchronienia żywota.
Jak w poprzednich częściach tak i tu obserwujemy szereg wątków pobocznych. Wśród Złodziei pojawia się tajemniczy morderca pozbawiający życia co bardziej wpływowych przedstawicieli tego jakże zacnego ugrupowania. Jego ofiarą pada również rodzina Cerego, który od tej pory nieustępliwie szuka winnego. Dochodząc do wniosku, iż zabójca jest magiem zwraca się o pomoc do Sonei, która jako Czarny Mag sama nie może narzekać na niedomiar problemów.

Już na samym początku warto zaznaczyć, że jestem ogromną fanką wszelkiego typu sequeli, prequeli, czy spin-offów. Niejednokrotnie zastanawiałam się, jak potoczą się losy bohaterów w przyszłości, która zawarta jest już po postawieniu kropki w ostatnim zdaniu. Czym większy odstęp czasu, tym lepiej. Odkrywanie zmian sprawia mi ogromną frajdę, a w Kyrlandii niewątpliwie zmieniło się sporo: zaprzestano corocznych czystek, uzupełniono luki w historii, zaczęto szkolić
magów spoza Domów.  Dodatkowo na nowo mamy możliwość spotkać się z bohaterami, którzy także przeszli przemianę.  Miło było przeczytać jak Sonea z zagubionej dziewczyny stała się silną kobietą, jedną z najpotężniejszych osób w Gildii. Początkowo obawiałam się, że poprzez moje przyzwyczajenie do dawnych bohaterów nie będę potrafiła polubić nowych i z utęsknieniem będę wypatrywać fragmentu z nimi. Jednak myliłam się. Pani Canavan ma prawdziwy talent do tworzenia barwnych, żywych bohaterów. Także wykreowany świat jest bardzo realistyczny. Autorka niejednokrotnie przenosi problemy z naszej rzeczywistości do swojej powieści. Tym razem sprawa tyczy się uzależnień społeczności Kyrlandii od gnilu, powszechnie dostępnego narkotyku, przy którym na nic zdają się uzdolnienia uzdrowicielskie.   W "Misji..." przybliżone zostały nam także tereny Sachaki, oraz ich mieszkańców (jak dotąd ukazanych  jedynie z tej ciemniejszej strony). Istnienie ugrupowania złożonego z kobiet silnych, przebojowych, gotowych sięgnąć po swoje, które poznajemy wraz z głównym bohaterem, spowodował, że moje feministyczne "ja" było bardzo usatysfakcjonowane. Opisy tak jak i w poprzednich są bardzo plastyczne i oddziaływające na wyobraźnie, przez co czytanie tej w końcu nie tak cienkiej lekturki,  jest bardzo przyjemne.

Początkowo moją radość mąciła nutka niepewności, czy aby książka ta nie została napisana jedynie dla komercyjnego sukcesu, do którego osiągnięcia wystarczyłoby samo sygnowanie tej pozycji nazwiskiem autorki. Moje obawy rozwiały się jednak natychmiast. (Sama autorka wspomina zresztą, iż książkę tę pisało się jej łatwiej niż trzeci tom trylogii wcześniejszej). Choć "Trylogia Zdrajcy" niewątpliwie łączy się z "Trylogią Czarnego Maga", jest ona całkiem odrębną historią, która nie zmusza niego do zapoznania się z wcześniejszymi dziejami bohaterów (choć niewątpliwie jest to większa radocha (przynajmniej dla mnie :)). Polecam.

Moja ocena: 5

piątek, 15 marca 2013

"Życie Pi" Yann Martel


"Życie Pi" jest trzecią książką w dorobku hiszpańskiego pisarza Yanna Martela (o czym skwapliwie informuje nas sam autor) i jak dotąd jedyną, której udało się odnieś sukces. I to jaki! Historia nastoletniego Pi Patela - jedynego ocalałego pasażera statku "Tsimtsum", który przeżył 227 dni na Oceanie Spokojnym, w jednej szalupie z 450 funtowym tygrysem bengalskim, z łatwością trafiła do serc milionów czytelników na całym świecie. Choć opowieść na pierwszy rzut oka wydająca się być wyssana z palca, zdarzyła się naprawdę. Cóż, nie od dziś wiadomo, że życie pisze najlepsze scenariusze...








"I wtedy starszy pan powiedział: "Znam pewną historię, która sprawi, że uwierzy pan w Boga".
- Czy pańska historia rozgrywa się dwa tysiące lat temu w odległym zakątku imperium rzymskiego? - zapytałem.
-Nie.
- Czy nie chodzi wobec tego o siódmy wiek i Arabię?
- Nie, nie. Wszystko zaczęło się tutaj w Puttuczczeri..."

Książka podzielona jest na trzy zasadnicze części. Pierwsza z nich opowiada o dzieciństwie Piscine'a Molitora Patela, czyli tytułowego Pi, wychowującego się w rodzimych Indiach. Chłopiec od zawsze miał styczność z różnego typu zwierzętami z powodu profesji swoich rodziców - właścicieli miejscowego zoo. Co jeszcze odróżnia tego indyjskiego chłopca od innych, zwykłych obywateli? Pi szczerze i prawdziwie poszukuje Boga w swoim życiu. Odbywa swoistego typu wędrówkę przez religię hinduską ( w której wierze został wychowany), chrześcijańską, oraz muzułmańską. W każdej z nich dostrzega piękno i pomimo niezadowolenia współwyznawców, gorliwie wyznawał każdą z nich, udowadniając tym samym, że żadna nie ma wyłącznego monopolu na zbawienie. Historie z przeszłości przeplatane są z teraźniejszością podczas opisów spotkania autora z bohaterem książki w trakcie zbierania materiałów, oraz narratora wypowiadającego się z perspektywy czasu o przeżytej przygodzie. Druga część zaczyna się dokładnie tam gdzie skończyła wcześniejsza, czyli podczas morskiej wyprawy do Kanady rodziny Patelów i części zwierząt w celu zapewnienia lepszych warunków życia. Feralna podróż kończy się zatonięciem statku pozostawiając Pi -jedynego ocalałego, na pastwę żywiołów i zwierząt (zebry, hieny, orangutana i tygrysa). Jego współtowarzysze niedoli, wraz z upływem czasu zjadają się nawzajem, a on sam zostaje skazany na obecność tygrysa, który przerażał go bardziej niż rozciągający się przed nim ocean. W tym momencie zaczyna się historia właściwa, opisująca losy naszego bohatera, jego walkę o przetrwanie, w której bezcenne okazała się jego zręczność, pomysłowość, niezachwiana wiara w Boga i własne możliwości, oraz rodząca się zażyłość między afrykańskim drapieżnikiem i człowiekiem. Trzecia natomiast... nie tu zaczęłoby się już spoilerowanie :)


Po książkę sięgnęłam z czystej ciekawości, widząc jak wielki odniosła sukces i jakie zainteresowanie wzbudza, szczególnie po premierze filmu. Spodziewałam się umoralniającej historyjki o sile wiary i tym podobna, a otrzymałam... niesamowitą historię.
Mało który autor jest w stanie przekonać mnie do przeczytania opowieści rozgrywającej się na środku oceanu, posługując się jedynie dwoma postaciami, z których jednak jest tygrysem bengalskim (i to wcale nie upersonifikowanym). W książce występuje dużo opisów zwyczajów zwierząt (szczególnie w pierwszej części), oceanicznej fauny i flory, czy przeżyć wewnętrznych bohatera. Zazwyczaj tego typu rzeczy najzwyczajniej w świecie mnie nudzą, jakże więc wielkie było moje zdziwienie, gdy z każdym napotkanym fragmentem moje zainteresowanie wzrastało, a każdy wers chłonęłam z przyjemnością. Pan Martel posiada lekkie pióro, co w książkach tego typu ma nie małe znaczenie. Spodziewałam się poważnego tonu, otrzymałam ciekawą i chwilami autentycznie zabawną lekturę, podnoszącą na duchu i posiadającą w sobie naprawdę sporo pozytywnej energii. Szczerze polecam każdemu :)

Moja ocena: 5

Ps. Ścieżka dźwiękowa do filmu jest niesamowita :) Oto próbka.



poniedziałek, 11 marca 2013

"Po tamtej stronie ciebie i mnie" Jess Rothenberg

"Po tamtej stronie ciebie i mnie" jest jedną z niewielu książek na mojej półce, która przeleżała dość długo nietknięta czekając na lepsze czasy. Jednak także ona dostała swoją szansę, gdy po długiej walce z zadaniem domowym potrzebowałam czegoś odprężającego i nie wymagającego używania szarych komórek.

Treść:
Poznajcie Brie Edglar, zwykłą piętnastolatkę posiadającą wszystkie przymioty, które wzorowa książkowa nastolatka mieć powinna, a mianowicie: trójkę oddanych przyjaciółek, super odjazdowego i w ogóle cool chłopaka, kochających rodziców, młodszego brata i psa. Słysząc jednakże pewnego pięknego wieczoru słowa: " Nie kocham Cię" wychodzące z ust ukochanego, czuje jakby jej życie skończyło się.  W zasadzie słowo "jakby" nie jest tu potrzebne, gdyż serce Brie pęka na pół (dosłownie (zadziwia mnie kreatywność niektórych autorów)), pozbawiając ją możliwości przybywania dłużej na tym ziemskim padole. Dziewczyna trafia do "Kawałka nieba" - przyjemnej pizzeri ulokowanej gdzieś między jedną, a drugą puchatą chmurką. Spotyka tam Patrica - chłopaka żywcem wyjętego z lat 80., który wprowadza ją w tajniki "życia" Ś.P, czyli ni mniej ni więcej tylko Śwież o Pochowanych, oraz podsuwa pomysł zemsty na nieszczęsnym ex, który doprowadził ją do stanu, w którym obecnie się znajduje. Spokojna jak dotąd dziewczyna daje upływ swojej złości i zaczyna dokonywać zemsty zza światów. Jak nietrudno się domyśleć jej pozaziemska interwencja będzie mieć opłakane skutki...

Książka jest dokładnie taka jak się spodziewałam lekka, łatwa i ( przynajmniej przez większość czasu) przyjemna w odbiorze. Jednak nawet jeśli podejdziemy do całości z przymrużeniem oka zauważymy kilka zgrzytów.
Postacie są wyjątkowo nijakie, główna bohaterka miota się przez większość akcji utworu (co można jej jeszcze wybaczyć - w końcu nie umiera się na co dzień), a jej partner pozuje na typowego chłopaka z tajemnicą, takie "ą" i "ę" niebiańskiego światka. Chwilami jego zachowanie jest wręcz infantylne, co dziwnie kontrastuje z wiedzą, iż wg ludzkich lat ma coś około 45 wiosen. Już na pierwszy rzut oka widać, że autorka sylwetki postaci pierwszoplanowych wzorowane są na tych występujących w książkach typu paranormal romans, oklepanych obecnie do granic możliwości. Pani Rothenberg, nie tędy droga!
Także wizja nieba opisana przez autorkę niezbyt mnie przekonuje. Zbyt podobne jest do naszego świata, który w dzisiejszych czasach ma zbyt mało z boskości. Jeśli tak ma wyglądać życie po śmierci to ja dziękuję.

Jednym z lepszych posunięć autorki jest podział na działy odpowiadające etapom, przez które musi przejść nasza świeżo pochowana, aby osiągnąć spokój ducha, a są to kolejno : Wyparcie, Gniew, Przekupstwo, Smutek, Akceptacja. Dodaje to trochę (troszeczkę) realizmu całej sytuacji, bo w końcu któż z nas potrafi w try mig odnaleźć się w jakimś nowym, zaskakującym nas, położeniu. Cieszę się, że aspekt ten nie został całkowicie pominięty.

Podsumowując, książka na dni całkowitego wyczerpania umysłowego, którą pomimo niektórych dialogów przyprawiających o ból zębów ( widać, że w przeciwieństwie do opisów przeżyć wewnętrznych nie są one domeną autorki) i niekonsekwencji w fabule czyta się naprawdę przyjemnie. Jednakże osoby, które spodziewały się fali wzruszeń i napływu przemyśleń egzystencjalnych mogliby się srogo zawieść.

Moja ocena: 3+

Na deser piosenka luźno powiązana z tematem książki :D



sobota, 29 grudnia 2012

Podsumowanie vol. 2

 Jak wspominałam już wcześniej koniec roku to czas podsumowań. W tym roku wyjątkowo byłam bardzo wybredna, dlatego też na mojej prywatne HOT LIŚCIE znajduje się jedynie 5 pozycji.
Ale za to jakich!
Chwilami ma wrażenie, że przeczytałam już wszystko i nic mnie już nie zaintryguje. Tym pozycją udało się jednak mnie zaskoczyć. Oj, udało....



PODSUMOWANIE 2012
(vel. TOPBOOK)




1." Mechaniczny książę" Cassandra Clare
(II tom serii "Diabelskie maszyny)
Pani Clare jest moją ulubioną autorką i trudno mi wypowiadać się o jej książkach inaczej niż w samych superlatywach. Na "Mechanicznego anioła" kręciłam jednak trochę nosem; bo to nie te czasy, nie te postacie, itd. II tom serii "Diabelskie maszyny" to w moim postrzeganiu jednak zwrot o 180 stopni. Uwielbiam, po prostu uwielbiam :3






2. " Cień wiatru"; "Gra anioła" Carlos Ruiz Zafon
Obie książki bez zastanowienia umieściłam obok siebie, gdyż w dziełach Zafona nie chodzi wcale o fabułę (która nawiasem mówiąc wciąga... bardzo wciąga), lecz o styl pisania jakim posługuje się autor, oraz klimat, który tworzy. Jedyne takie, niepowtarzalne książki...








3. "Miasto zagubionych dusz" Cassandra Clare
(V tom serii "Dary anioła")
Kolejna pozycja Clare, po którą sięgnęłam w tym roku. "Miasto..." jako kontynuacja fenomenalnej oryginalnej trylogii (tak nie zapominajmy, że kiedyś była to trylogia..) wypada dość blado, to jednak nadal z zapartym tchem śledzę losy Nocnych Łowców, które chyba nigdy mi się nie znudzą.



 



 4.  seria "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins
W związku z wielkim bum na tą serię, także ja sięgnęłam po tę jakże gorącą pozycję. Nie sparzyłam się jednak, gdyż opinie o książce nie są wcale przesadzone. To naprawdę kawał dobrej młodzieżowej literatury. (recenzja)


  5. "Trylogia Czarnego Maga" Trudi Canavan
Pochłonięta jednym tchem ( choć rozpoczęta za trzecim podejściem) trylogia o przygodach Sonei była dla mnie dość sporym zaskoczeniem. Oczywiście jak najbardziej pozytywnym. Jeszcze nie raz sięgnę po twórczość p. Canavan. (recenzje: I tom , II tom )






A jakie są wasze ulubione książki roku 2012? Piszcie!


TOP...NIKII>>>>

czwartek, 27 grudnia 2012

Podsumowanie vol.1

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku, czas podsumowań, także tych książkowych. Tak więc spięłam się, usiadłam i chwilę pomyślałam nad najlepszymi książkami czytanymi przeze mnie w tym, mijającym już, roku. Ale o tym później.

Na chwilę obecną chciałbym przedstawić Wam, wyselekcjonowane specjalnie na potrzeby Dachówki, najlepsze książki 2012 wg mojej drogiej koleżanki Niki, z którą zarówno doskonale mi się rozmawia jak i kłóci na tematy książkowe (o innych nie wspominając ;)). Choć nie jest skora do napisania recenzji, do swojej prywatnej TOP LISTY podeszła nader poważnie : D

TOP..... NIKI


1. "Miasto zagubionych dusz" Cassandra Clare 
(V tom serii "Dary anioła")
"Cóż... Czemu akurat ta pozycja na pierwszym miejscu? Wybór jest prosty - Cassandra Clare to moja ulubiona autorka i wszystko co publikuje jest genialne. Humor i akcja w tej książce trzyma poziom. Poza tym rozmowy i przeżywanie fabuły wraz z Avią to kolejny olbrzymi plus tej pozycji. "

 

2. "Mechaniczny książę" Cassandra Clare
 (II tom serii "Diabelskie maszyny")
"Jest to druga część trylogii Clare, która rozgrywa się w XIX- wiecznej Anglii. Akcja powieści jest genialna. Bohaterowie, oraz występujące pomiędzy nimi uczucia przyciągają i fascynują. Na pewno jest to dobra lektura."

 

3. "Uniesienie" Lauren Kate
  (IV tom serii "Upadli")
"Jest to ostatnia część serii o Lucy i Danielu. Fascynująca, pełna napięć i namiętności (w delikatnym wydaniu), sprawia, że z przyjemnością czyta się ten romans. Poza tym zakończenie ogromnie mnie zaskoczyło. To ogromny plus sagi Kate.


 

4. "Bezimienna" Hanri Magali
"Historia prosta i niewinna, posiadająca jednak coś, co przyciąga. Ocena i miejsce byłyby niższe, gdyby nie fakt, że autorka jest Polką"



 

  5. seria "Jutro" John Marsden
"Książka ta leżała na mojej półce przez rok. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś innego, ale to co dostałam jest lepsze. Seria warta przeczytania, choćby po ty by poczuć smak wojny i docenić atuty pokoju. Mnie osobiści ujęła szczerość i prostota przekazu, która mimo trudnej tematyki jest lekko przedstawiona" (skonfrontuj także opinię z moją recenzją)


6. "Strażnik parku" Błażej Dzikowski
"Ta książka była bardzo dziwna i mocno wryła się w moją pamięć. Autor miał niekonwencjonalny pomysł, który zrealizował poprawnie. Książka dla lubiących dziwne opowieści o interesującej treści. Ostrzegam jednak, że ta książka zostawia stałe uszkodzenie umysłu"

7. seria "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins
8. "Namiętność" Lauren Kate (III tom serii "Upadli")
9. "Mroczna łaska" Melissa Marr (V tom serii "Królowa lata")
10. "Felix, Net i Nika oraz świat zero" Rafał Kosik
11. Wezwanie" Kelley Armstrong
12. seria "Nieśmiertelny" Gillian Shields




TOP ... AVIII

COMING SOON





wtorek, 18 grudnia 2012

"Wiek cudów" Karen Thompson Walker

"Ostatecznie zdarzają się nie te katastrofy, których oczekujemy, lecz te, których wcale się nie spodziewamy"

Koniec świata! Nadchodzi koniec świata! Wszyscy zginiemy!

Wpisując w google hasło "koniec świata" mamy możliwość zapoznać się z 11,100,000 proponowanymi wynikami. To niebagatelna liczba; może przestraszyć, szczególnie jeśli żyjemy w 2012 roku - roku cudów. Obecnie zostało kilka dni do końca świata przewidzianego przez majów, a jedyna zmiana, która nadeszła w ostatnich dniach to nagła odwilż. Ale kto wie czy 21 grudnia nie zastanie nas deszcze meteorytów, lub nagły potop? A może wszystko odbędzie się spokojnie, niezauważalnie, w spowolnieniu....

"Wiek cudów" traktuje właśnie o końcu świata.Walker do tematu podeszła jednak niekonwencjonalnie. W jej powieści brakuje nagłych katastrof, wybuchów, spektakularnych efektów. Dostajemy obraz życia na Ziemi, która z nieznanych względów ulega nagłemu spowolnieniu. Pory dnia i nocy wydłużają się, grawitacja przestaje działać według dawnych praw, rośliny usychają, zwierzęta powoli umierają. Człowiek jednak walczy i próbuje dostosować się do nowych warunków; próbuje znaleźć cudowne antidotum na wszystkie anomalie, które na powrót przywróci świat do formy.
Po kilku tygodniach hasło "spowolnienie" znika jednak z afiszy. Doba nieubłaganie wydłuża się, lecz fakt ten przestaje budzić panikę. Staje się czymś zwykłym, normalnym; czymś co zwykli szarzy obywatele muszą po prostu zaakceptować. Gdyż życie toczy się nadal. Ludzie zakochują się, nawiązują nowe znajomości, przyjaźnią się. Pomimo kruchego i niepewnego jutra cięgle istnieje jeszcze "dziś", o którym nie można zapomnieć.

Historia opisana przez Walker doskonale pokazuje, iż człowiek jest w stanie przystosować się do każdej sytuacji. Pomimo apokaliptycznego wydźwięku, dostajemy opis zwykłego życia zwykłych ludzi, choć zmierzających się z trochę inną, niż my sytuacją.

Powieść posiada potencjał, niestety nie jest on w pełni wykorzystany. Czytając słyszałam szelest przewracanych stron, a przed oczami miałam jedynie litery, układające się co prawda w sensowne zadania, nie posiadające w sobie jednak nic, co pozwoliłoby mi prawdziwie zatopić się w lekturze.
Jest to jednak na swój sposób ciepła a zarazem melancholijna opowieść o życiu, któremu po prostu trzeba stawić czoła.

Moja ocena: 3

Tytuł oryginalny: Age of Miracles
Data premiery: 2012-08-08
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Ilość stron: 300

wtorek, 4 grudnia 2012

Recenzja: "Nowicjuszka" Trudi Canavan

To już moje drugie spotkanie z twórczością p. Canavan i na chwilę obecną z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że nie ostatnie. "Nowicjuszka" to druga, po " Gildii magów" część "Trylogii czarnego maga".  Po nie do końca spełniającym moje wymagania, pierwszym tomie, o którym możecie przeczytać  tu, fabuła tomu drugiego "rozkwita", pozwalając zatracić się w lekturze.

Sonea, w końcu po wielu perturbacjach, przedstawionych we wcześniejszej części, staje się Nowicjuszką Kyraliańskiej Gildii Magów . Jako dziewczyna pochodząca ze slumsów nie może jednak liczyć na akceptację swoich rówieśników wywodzących się ze najznamienitszych rodów w królestwie. Wyniośli, pyszni, przekonani o własnej wyższości, robią wszystko. aby złamać jej ducha i przyczynić się do jej upadku, nie zważając na koszty. Wsparcie odnajduje w osobie Rothena - swojego mentora, jednak niespodziewanie nawet to zostaje jej odebrane, gdy opiekę nad nią przejmuje Wielki Mistrz Akkarin. To co przez innych zostaje uznane za wyróżnienie, dające dodatkowe powody do wrogości wobec dziewczyny, dla Sonei znającej prawdziwe motywy Akkarina jest prawdziwym przekleństwem.

Fabuła prowadzona jest dwupłaszczyznowo, tak więc zmagania Sonei na uniwersytecie przeplatają się z historią Dannyla - nowo obsadzonego Drugiego Ambasadora Elyne. Zadanie mu powierzone jednak znacząco odbiega od poleceń wynikających z pełnionej przez niego funkcji.

O ile "Gildie.." możemy uznać jako umiarkowanie interesujące preludium, o tyle " Nowicjuszka" warta jest zarwania nocy. Akcja przyspiesza i staje się najzwyczajniej w świecie ciekawsza. Canavan, chodź usadziła historie w świecie pełnym magii niejednokrotnie sięga po problemy osadzone w naszych realiach. Nękanie, którego doświadcza co rusz Sonea, nie jest niczym niezwykłym w szkołach.
Przejawy dyskryminacji, wyścig szczurów, rozsiewanie plotek, dziwnie nie pasują do ludzi światłych, za których uważa się magów, a jednak występują w śród nich na masową skalę. Jak nie trudno się domyśleć większość uszczypliwości kierowane są pod adresem Sonei, która jednak dzielnie, zamiast poddać się zaciska zęby, aby udowodnić pozostałym, a przede wszystkim sobie swoją wartość. Jej postępowanie jest przypieczętowaniem przemiany wewnętrznej, zapoczątkowanej pod koniec poprzedniego tomu. Bohaterka ta tym samym zyskała moją sympatię.
Autorka nie poprzestaje jednak jedynie na rozwijaniu wątku Sonei. Pozostali także mogli cieszyć się swoimi 5 minutami. Wprowadzenie nowych bohaterów, mający bezpośredni wpływ na rozwój wydarzeń, w mojej ocenie było dobrym posunięciem zapobiegającym stagnacji. Odrzucając niemalże całkowicie obraz życia w slamsach, autorka skupiła się na badaniu terenów Gildii, oraz krain sprzymierzonych, skupiając się na zwyczajach, tradycji, historii; odkrywaniu nowych fascynujących miejsc.

Twórczość Canavan wciąga niczym ruchome piaski. Nie potrafię stwierdzić, co odpowiada za taki stan rzeczy. Być może styl pisania, przypominający idealnie skomponowaną melodię, którą można by słuchać w nieskończoność; być może nietuzinkowa fabuła pozwalająca przenieść się w odległe krainy nie ruszając się z fotela... Czymkolwiek nie byłoby to "coś", potrafi przekonać mnie, do sięgnięcia po kolejną część, i kolejną i jeszcze jedną...

Moja ocena: 4+

Tytuł oryginału: The Novice
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 2009-10-05
Ilość stron: 652